Marvel’s Civil War. Na ekranie wojna, za kulisami rozejm

Autor: Bartosz Czartoryski

SPUTNIK_POLISH_TITLE

Kapitan Ameryka, Iron Man i ich przyboczni już drugi tydzień niestrudzenie tłuką się na kinowych ekranach, że aż iskry lecą ze zbrój, tarcz i mechanicznych skrzydeł, a w całym tym rozgardiaszu rozbili pękatą świnkę-skarbonkę. Bynajmniej nie przez przypadek. Licznik niedługo jak nic dobije do miliarda zielonych i najpewniej na tym nie przystopuje. Cóż, konsekwentnym, spójnym działaniem Marvel Studios od lat buduje swoje filmowe uniwersum i strategia ta procentuje. Żniwa trwają. Ale, choć cyferki mogą imponować, to nie o nie – przynajmniej statystycznemu fanowi czy fance – przecież chodzi. Sukces MCU nie byłby możliwy bez niemalże perfekcyjnej zgodności kolejnych odsłon opartej na komiksach popkulturowej sagi, które dopasowywane są do siebie niczym poszczególne elementy gigantycznej, przestrzennej układanki. I choć trudno podobną zasługę przypisać jednemu tylko człowiekowi, to nikt inny jak Kevin Feige, szef Marvel Studios, pilnuje owego kosmicznego porządku. Lecz system ten opiera się nie na filarze, a kolektywie.

Chyba nie zaskoczy absolutnie nikogo, że filmowe animozje nie są przenoszone na grunt prywatny. Ha, Chris Evans kibicuje przecież Iron Manowi („Avengers musieliby przed kimś odpowiadać – mówił podczas europejskiej konferencji prasowej, zapytany, po której stronie by się faktycznie opowiedział. – Nie można by było pozwolić, aby grupa mścicieli dysponująca takimi mocami nie została objęta jakąś kontrolą”), a syn Roberta Downeya Jr. jest fanem Kapitana Ameryki („Mój dzieciak ma nawet piżamki z Kapitanem, co, nie powiem, wywołuje we mnie niekłamany żal, ale staram się nie przenosić frustracji z pracy do domu”, żartował podczas niedawnego spotkania z dziennikarzami).

Z kolei Jeremy Renner, czyli filmowy Hawkeye, najchętniej przystałby do drużyny Spider-Mana. Odgrywający tę rolę młodziutki Tom Holland został zresztą ciepło przyjęty przez resztę obsady. „Ma naprawdę mocne wejście – mówił Downey Jr. – I chyba wszyscy nie możemy się doczekać, co z tego wyjdzie”. Anthony i Joe Russo, reżyserzy „Kapitana Ameryki: Wojny bohaterów”, również rozpływają się nad świeżym nabytkiem, dodając, że obecność Iron Mana w nadchodzącym solowym filmie o Człowieku-Pająku nie będzie przypadkowa, bo Tony Stark uważa młodego chłopaka za jednego z najpotężniejszych superbohaterów w świecie Marvela. Mimo to Downey Jr. na miejsca by się z nim nie zamienił, choć kusi go potęga Visiona: „Make-upu bym nie chciał, ale jego mocy przebić się nie da”, rzucił. Ale kłopotliwa charakteryzacja nie była jedynym problemem, z jakim obsada musiała się borykać – choć Paul Bettany z pewnością upierałby się, że przez dwie godziny potrzebne na aplikację tego wszystkiego był najbardziej nieszczęśliwym aktorem na planie – bo lwia część filmu została zrealizowana na tle green screenu. Stwarza to niemałe trudności aktorom takim jak Elizabeth Olsen, która, jak sama mówi, musiała na sucho wymachiwać rękoma, jedynie wyobrażając sobie efekt końcowy. Trudno też uwierzyć, że spektakularna scena bitwy na płycie niemieckiego lotniska została nakręcona w studiu, lecz szczegóły realizacji poszczególnych rzeczy (chociażby spektakularnej sztuczki Ant-Mana) trzymane są w ścisłej tajemnicy. Nic dziwnego.

Od niedawna mówi się też o coraz bliższej realizacji samodzielnego filmu ze Scarlett Johansson jako Czarną Wdową, co niedawno może nie tyle potwierdził Kevin Feige, ale przyznał się do zainteresowania takowym projektem. Na horyzoncie pojawiła się jednak kolejna twarda kobieta, znana już z „Zimowego żołnierza” agentka Sharon Carter grana przez Emily VanCamp. „Staram się pilnować, żeby zbyt często nie rzucać przy nich mięsem”, zwierzała się żartobliwie ze swojej troski o przyjaciół z planu, dowodząc tym samym, że nie da sobie w kaszę dmuchać. Rzecz jasna można by kręcić nosem, że te przyjacielskie przekomarzanki to tylko zagrania pod publiczkę, ale fakt faktem, nie słyszy się o wewnętrznych kłótniach w Marvel Studios, pomiędzy Sebastianem Stanem a Anthonym Mackie’em kwitnie bromance przed i za kamerami, a Robert Downey Jr. już pierwszego dnia zdjęć z udziałem Daniela Bruhla zaprosił nowego kumpla z planu na kolację.

Podczas gdy u konkurencji bywa niewesoło, MCU kwitnie. Przyszłość również wygląda dla Marvel Studios, co tu kryć, różowo. Bez wojen domowych.

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.