Odważcie się spełniać marzenia! Wywiad z Anną Skurą

Od czterech lat prowadzi bloga whatannawears.com, który należy dziś do najpopularniejszych w sieci, a sama autorka stała się rozpoznawalną postacią polskiego Internetu. W Rankingu Najbardziej Wpływowych Blogerów 2015 roku została określona jako „osobowość skazana na sukces”. Prywatnie jest energiczną, życzliwą i niezwykle sympatyczną optymistką. Jako nasza ambasadorka zabiera laptopa Dell w swoje wymarzone podróże. Specjalnie dla was udzieliła nam obszernego wywiadu, w którym zdradza, co ją uszczęśliwia i inspiruje oraz jak wygląda jej życie jako blogerki i podróżniczki. Przyjemnej lektury.

IMG_5486a

D&Y: Obserwując twoją codzienną aktywność, która ma odzwierciedlenie na blogu i nie tylko, można odnieść wrażenie, że jesteś Jamesem Bondem polskich blogerek. Biegasz, skaczesz, nurkujesz, podróżujesz w najdalsze zakątki świata, potrafisz prowadzić motocykl, a nawet… jacht. A przy tym zawsze świetnie wyglądasz. Jak ty to robisz?

AS: Z tym jachtem to lekka przesada, ale faktycznie kocham życie i na wszystkie możliwe sposoby się nim delektuję, bo wiem, że jest tylko jedno. Każdy dzień to dar, którego nie możemy zmarnować, prawda? Mam masę marzeń, które sukcesywnie realizuję. To daje mi największe szczęście i radość, ale też motywację, żeby stale podnosić poprzeczkę.

D&Y: Podróże to temat, który coraz częściej pojawia się na twoim blogu. Czy to one są dziś twoją największą pasją i inspiracją? Im zawdzięczasz swoją stale rosnącą popularność?

AS: Podróżować chce dzisiaj każdy. I słusznie! Nie ma nic piękniejszego od poznawania świata. To już nie jest luksus, na który mogą pozwolić sobie tylko nieliczni. Moją życiową „misją” jest motywować i zachęcać do tego innych ludzi, więc gdy dostaję wiadomości od moich czytelniczek, które piszą, że dzięki mnie postanowiły zaryzykować i wyjechać do Australii albo do Wietnamu, żeby zmienić swoje życie i poczuć coś nowego, to wtedy w duchu aż skaczę z radości. To właśnie takie historie są dla mnie najwspanialszą inspiracją, a jednocześnie nagrodą, nadają głębszy sens mojemu blogowaniu. Kwintesencją tej filozofii jest mój najnowszy film. Początkowo miał to być film o dziewczynie w podróży, która nie boi się spróbować nowych wyzwań. Ale później, zainspirowana historiami moich czytelniczek, postanowiłam zrealizować film, który będzie nie tylko historią o moim życiu, podróżach czy sprzęcie, który mi w nich towarzyszy, ale również takim trochę przesłaniem, jak żyć, żeby nie marnować czasu i danych przez los okazji. Moi czytelnicy to bardzo doceniają, bo jak widać część z nich bierze mocno do siebie te słowa i wciela je we własne życie. Może stąd ta rosnąca liczba odwiedzających mojego bloga czytelników.

D&Y: Wiele dziewczyn marzy o takim życiu jak twoje. Z tej strony ekranu widzą zdjęcia atrakcyjnej, szczęśliwej dziewczyny w pięknych plenerach. Jak to wygląda po drugiej stronie, za kulisami? Czy prowadzenie bloga wymaga dużo pracy, samodyscypliny? Czy to co robisz w ogóle traktujesz jako pracę zawodową czy raczej jako pasję, hobby?

AS: Cztery lata temu, kiedy zakładałam bloga, faktycznie był on tylko moją pasją i hobby. Po dwóch latach nastąpił przełomowy moment w moim życiu, gdy już z pewnym bagażem doświadczeń, jakimś pomysłem na siebie, ale też z niemałą obawą postanowiłam odejść z etatu i zająć się na full time moim blogiem, który zaczynał się rozwijać. To, w jakim momencie życia jestem teraz, to wypadkowa wszystkich działań i wyborów, które podjęłam. Wiadomo, że każdego dnia nie skaczę ze skały i nie leżę na marokańskiej plaży. Sporo czasu jednak spędzam przed komputerem i przygotowuję kontent na bloga, żeby był wartościowy i moim czytelnikom chciało się poświęcać czas, aby na niego zaglądać. To jest naprawdę masa pracy i czasu, ale umówmy się, jakże przyjemnej i docenianej. Dla mnie, kiedy możesz utrzymywać się z tego co kochasz, to już jest praca marzeń.

IMG_6053

D&Y: Blog to w pewnym sensie relacja dwustronna. Co możesz powiedzieć o swoich czytelnikach? No i jak radzisz sobie z dużą ilością komentarzy oraz wiadomości, jakie spływają codziennie na twojego bloga i kanały społecznościowe? Czytasz wszystkie? Odpowiadasz na wszystkie?

AS: Czytelnicy mojego bloga to najpiękniejsza rzecz związana z blogowaniem. Po Internecie krąży taka anegdotka „haters make me famous”, a u mnie przeciwnie, my readers make me famous. Im zawdzięczam wszystko, to oni codziennie motywują mnie do działania, wspierają i nadają sens temu co robię. Czasem, gdy odzew jest mniejszy i wydaje mi się, że już nikt nie zagląda na bloga, przychodzi lawina wiadomości i komentarzy, które nierzadko wzruszają mnie do łez. Jasne, że czytam każdą jedną! Skoro jej autorka poświęciła swój cenny czas, żeby ją do mnie napisać, to dlaczego ja miałabym nie odwdzięczyć jej się tym samym. Uwielbiam moich czytelników, bo są najlepsi na świecie. Czasem, gdy pojawi się jakiś hejter, ja wcale nie muszę nic mu odpowiadać i się z nim mierzyć. Moje czytelniczki same się z nim rozprawiają. To jest urocze, uwielbiam je za to. Gdy tak jak dziś, czytam na przykład, że jedna z dziewczyn postanowiła przenieś się na rok do Wietnamu, a decyzję tę zawdzięcza w głównej mierze naszemu spotkaniu, wtedy wzruszam się na maksa, a serce aż skacze z radości i myślę sobie „ten cały blog… kurczę to ma sens!”.

D&Y: A czy zdarzyło ci się kiedyś poczuć na własnej skórze, że bycie znaną postacią Internetu ma też swoje przykre strony? Spotkałaś się z jakimiś przejawami hejtu?

AS: Jak każda osoba „żyjąca” w Internecie, poddana jestem, może nie nieustannej, ale częstej krytyce. Cóż, taka „praca”, czasem mi przykro, a czasem nie. Choć najbardziej boli mnie krytyka nie hejterów, anonimowych ludzi z Internetu, ale, i tu was zaskoczę, sportowców, biegaczy czy wspinaczy górskich. Ludzi, którzy PODOBNO kierują się zasadą fair play. Szkoda, że ta zasada obowiązuje tylko w teorii, bo mnie na przeróżnych forach niestety nie dają żadnych szans. I to jest bardzo przykre, że sportowcy mogą „swojego” traktować w taki sposób. Gdy tylko pojawi się na jakimś sportowym portalu informacja na przykład o moim półmaratonie przebiegniętym w Gambii (nie w Warszawie czy Berlinie, ale w najmniejszym afrykańskim państwie) albo o zdobyciu Kilimandżaro, zaraz towarzyszy temu lawina negatywnych komentarzy. Szkoda, jednak pocieszająca jest myśl, że ja mam to wielkie szczęście, że nie muszę biegać tylko w lokalnych biegach, ale mogę to robić na całym świecie, poznając kulturę biegania w innych krajach, zamiast tracić czas na hejtowanie innych.

fot-Martyna-Skura-21

D&Y: Od pewnego czasu jesteś osobą rozpoznawalną, widoczną w mediach, zapraszaną na rozmaite eventy, pokazy mody. Czy zauważasz jakiś wpływ popularności na swoje życie prywatne? Czujesz się jak celebrytka?

AS: O nie, bez przesady ? Choć nie ukrywam, że zawsze jest mi szalenie miło, gdy ktoś obcy na ulicy czy w sklepie, albo stewardessa w samolocie mnie pozna i powie, że czyta mojego bloga. Nie ma chyba nic przyjemniejszego ? Ciągle mi się wydaje, że to tylko jakaś „garstka” ludzi z Facebooka wpada na bloga.

D&Y: Blogowanie to stosunkowo nowa profesja. Można powiedzieć, że wraz z innymi blogerami twojego pokolenia przecierasz szlaki. Jaki stosunek do twojego zajęcia mają rodzina i przyjaciele? Na przykład rodzice, nie marzyli przypadkiem, żebyś została lekarzem albo prawnikiem? Co sądzą o twoim zawodzie blogerki?

AS: Zarówno rodzina jak i przyjaciele są ze mnie dumni i cieszą się moim szczęściem oraz sukcesami, wspierają mnie na każdym kroku. Widzą, jak dobrze sobie radzę, żyję pełnią życia i robię to co kocham. Czy można chcieć czegoś więcej? Dla mamy ważne jest, że jestem szczęśliwa, tata dba o to, bym zawsze miała dobrą polisę ubezpieczeniową, płaciła na czas podatki i mogę jeździć gdzie chcę. Takie wsparcie od rodziców, zwłaszcza gdy stawia się pierwsze kroki na drodze niezależności, jest jednym z najważniejszych czynników składających się na późniejszy sukces. Ja bardzo to doceniam, bo nie każdy ma takie szczęście, dlatego rodzice zawsze będą najważniejszymi osobami w moim życiu.

D&Y: Niedawno założyłaś własną rodzinę. Twój ślub w realu był bardzo kameralny, ale w wirtualnym świecie obejrzało go tysiące ludzi. Nie masz problemu, żeby dzielić się tak osobistymi przeżyciami z obcymi ludźmi?

AS: Na co dzień żyję bardzo blisko ze swoimi czytelnikami i nie wyobrażałam sobie, aby nie poinformować ich o tym niewątpliwie bardzo ważnym wydarzeniu w moim życiu. Mężowi obiecałam, że na ślubie nie będzie Snapchata, choć ku mojemu zdziwieniu pozwolił mi na jednego małego snapka ?

IMG_5258_1

D&Y: W dzisiejszych czasach życie toczy się w dużej mierze w wirtualnym świecie, szczególnie gdy jest się blogerką. Twoi fani na bieżąco wiedzą, co robisz, gdzie jesteś, jak się ubierasz, co jadasz… Czy masz jakieś sfery życia, które pozostawiasz wyłącznie dla siebie?

AS: Generalnie tak, ale bądźmy szczerzy, my sami kreujemy swoją rzeczywistość. To nie jest tak, że Social Media obdzierają nas z prywatności. Jeśli nie chcemy, to po prostu nie publikujemy danych treści w Internecie. Mam przyjaciółkę, która do dziś nie ma ani jednego swojego zdjęcia w sieci, choć regularnie korzysta z kanałów społecznościowych. Jeśli coś jest dla mnie zbyt prywatne, jak na przykład rodzina, po prostu tego nie pokazuję.

D&Y: Jakie znaczenia ma dla ciebie moda, od której bądź co bądź zaczynałaś swoją przygodę z blogowaniem? Żyjesz nią na co dzień czy traktujesz bardziej zawodowo – jako konkretne pomysły i stylizacje na bloga?

AS: Moda zawsze była obecna w moim życiu prywatnym i zawodowym. Jednak z czasem, gdy poznawałam siebie, odkryłam, że to nie jest coś, czemu chcę się poświęcić w 100%. Dlatego mojego bloga poszerzyłam o sport i aktywność fizyczną (jest dla mnie szczególnie ważna), no i naturalnie o podróże. Ale oczywiście żyję modą na co dzień, szczególnie dużą uwagę poświęcam swoim stylizacjom w podróży. Chcę, żeby zawsze były inspirujące i osadzone w trendach bądź kulturze danego kraju. Dla mnie to właśnie jest modową misją, ale też pewną moją cechą szczególną. Moim celem w życiu i w podróżach jest pokazać dane miejsce z jak najpiękniejszej i nie znanej strony, nadać mu nowe oblicze albo znaleźć dla moich czytelników jakąś związaną z nim perełkę: fajną maleńką knajpeczkę z pysznym jedzeniem czy niesamowity widok. Stąd moje zdjęcia z podróży są zawsze takie kolorowe i inspirujące. Oczywiście ze swoich podroży przywożę też ubrania i dzielę się tym na blogu.

Ania-Kolaz

D&Y: Jesteś znana ze zdrowego trybu życia. Po twojej figurze widać, że regularnie dbasz o ciało. Co robisz, żeby zachować je w dobrej formie? Masz jakieś sprawdzone sposoby?

AS: Sprawdzone? Tak! Każdy je doskonale zna. Aktywność fizyczna, zdrowy tryb życia. Ale też na pewno energia, którą daje mi życie i otaczające mnie osoby. Chcę żyć świadomie i zależy mi, aby wnieść coś wyjątkowego do życia ludzi, którzy je ze mną dzielą, w tym też moich czytelników, i nieść w świat pozytywną energię, motywować do działania. A to bez wątpienia odmładza o dobrych kilka lat.

Profilowe

D&Y: A zdarza ci się czasem „zgrzeszyć” i zjeść lub zrobić coś, czego nie powinnaś? Jakim pokusom nie możesz się oprzeć?

AS: Niestety tak ? Gdy jestem w Polsce, łatwiej o regularny, systematyczny, zdrowy tryb życia. Jednak, gdy jestem w podróży często jest to niemożliwe. Gdy jedziesz samochodem przez 1,5 tygodnia przez Afrykę i twoje kulinarne menu jest bardzo zawężone, jesz to co jest, a nie to na co akurat miałabyś ochotę. Ale to są właśnie uroki życia podróżnika.

D&Y: No właśnie. Podróżowanie masz chyba w genach. Twoja siostra, podobnie jak ty, jest stale na walizkach. Czy to rodzinna pasja?

AS: Życie pokazało, że tak. Nasi rodzice poznali się podróżując rowerami po Europie i Azji, więc sądzę, że razem z siostrą odziedziczyłyśmy to po nich. Moja siostra poszła o krok dalej, nie tylko podróżuje, ale też mieszka w krajach, które odwiedza. Mieszkała już w Gruzji, Chinach, Tajlandii.

D&Y: Jakie jest najbardziej niesamowite miejsce, w którym byłaś? A jakie jest to wymarzone, do którego najbardziej chciałabyś dotrzeć?

AS: Ciężko mi wybrać takie jedno. Kilimandżaro na pewno zostawiło wielki ślad w mojej psychice i sercu, bo to było moje dotychczasowe największe życiowe wyzwanie. Mała wysepka na Zanzibarze, bo tam wzięliśmy piękny, bajkowy ślub. Różowe jezioro pod Dakarem, bo ma niesamowity kolor i pływanie w nim to coś fascynującego. Pustkowia w Mauretanii, lodowiec na Islandii czy kolorowy, szalony Nowy Jork… Wszystkie te miejsca kocham za to, że dały mi wspomnienia na całe moje życie. Jestem bardzo zachłanna na poznawanie świata i chciałabym tak naprawdę dotrzeć wszędzie. Im egzotyczniej, dalej od turystycznych ścieżek, tym lepiej. Naszym niewątpliwie ekscytującym wyzwaniem, na które niecierpliwie czekamy, jest wrześniowa wyprawa „American Road Trip” po zachodniej części Ameryki Płn. Wymarzona przygoda chyba każdego podróżnika.

Aztorin-Kilimanjaro-Expedition-28male

D&Y: Na początku rozmowy porównaliśmy cię do 007, więc jak na prawdziwą „agentkę specjalną” przystało, musisz mieć swoje ulubione gadżety, bez których nie wyobrażasz sobie codziennego życia. Co to takiego?

AS: Telefon z wielkim ekranem i świetnym aparatem to przedmiot, z którym się nie rozstaję sildenafil 100mg. Niestety, taka praca ? Lekarz też potrzebuje dobrych narzędzi do wykonywania swojego zawodu. Telefon to niezbędne minimum, ale moje przenośne biuro wyposażone jest również w komputer, bez którego również NIGDY nie wychodzę z domu. Gdy zdarzy się to raz na jakiś czas, bo wydaje mi się, że nie będzie potrzebny i go nie zabieram, wtedy właśnie najbardziej by się przydał. Dlatego, dla pewności, zawsze mam go w torebce, obok powerbanka i dwóch ładowarek. To mój zestaw obowiązkowy, który targałam ze sobą nawet na Kilimandżaro, hehe ? W podróży najlepiej sprawdza się mój 11-calowy Dell Inspiron 2w1. To jest taki laptop i tablet w jednym, który można używać w dowolny sposób, co przy moim trybie życia bardzo się przydaje. Nie mówiąc już o tym, że jest nieduży i lekki, czyli łatwo upchnąć go w torebce lub bagażu podręcznym.

IMG_1411male

D&Y: Nowy Rok to czas podejmowania postanowień. Masz jakieś na najbliższe 12 miesięcy?

AS: Szczerze mówiąc najbliższe 12 miesięcy mam zaplanowane praktycznie co do dnia. Za tydzień wyjeżdżam na maraton do Maroka, w lutym organizujemy wyjazdy do Brazylii, a na początku marca trzecią już edycję African Road Trip busem po Afryce Zachodniej do Gambii. W okresie od kwietnia do sierpnia odwiedzimy nasz ukochany Zanzibar i Tanzanię oraz wyślemy grupę odważnych na Kilimandżaro, zaś we wrześniu odbędzie się nasz największy tegoroczny projekt: American Road Trip. Zamierzamy przejechać busami od Kalifornii aż po Meksyk słynną Route 66. Jesień z kolei planujemy spędzić w Azji, Tajlandii, Kambodży, Malezji i Indonezji. Więc ten rok zapowiada się naprawdę niesamowicie.

D&Y: To prawda. Życzymy Ci więc realizacji tych wszystkich ambitnych planów i mocno trzymamy kciuki. Dziękujemy za rozmowę.

AS: Ja też dziękuję i jeszcze raz zachęcam wszystkich, odważcie się spełniać marzenia!

dellkolaz

I jeszcze niespodzianka dla was. Do 13 lutego na blogu, Facebooku i Instagramie WhatAnnaWears możecie dzielić się swoimi inspirującymi historiami, jak nie marnować w życiu ani chwili. Do wygrania super nagrody. Kliknijcie po szczegóły!

 

1 komentarzy
  • Bo w tym wszystkim faktycznie chodzi o odwagę! 🙂

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.